|
Góry
Świnnica
Niezmiernie
interesującą jest wycieczka ze Zakopanego na Świnnicę; odbywa się ją w
ciągu jednego dnia i nabiera rzetelnego wyobrażenia o pobycie na wyniosłych
szczytach Tatr. (...) Na ten szczyt wybierać się tylko może taka osoba, która
na widok przepaści nie doznaje zawrotu głowy i rozporządza siłami do
pokonania trudów wycieczki blisko 15 godzin wynoszącej.
Droga ze wsi prowadzi przez Kuźnice, Boczań, halę Królową,
do doliny Stawów Gąsienicowych, na co potrzeba trzy godziny czasu. Ztąd w półtorej
godzin staje się na przełęczy Liljowem, zwanej od licznie tu rosnącego
pierwiosnka koloru liljowego. Po drodze ogląda się wszystkie ośm Stawów Gąsienicowych
(...) Z Liljowego w trzy kwadranse przechodzi się bokiem Skrajną Turnię;
następnie po gruzach w poprzek Pośrednią Turnię, i przybywa na przełęcz
między tą ostatnią a Świnnicą. Widok ztąd w kotlinę ku Stawom Gąsienicowym
jest bardzo dziki, na szczyt Świnnicy jeszcze z tej tu przełączki półtorej
godziny i droga wcale nieponętna. Obejść trzeba niższy szczyt dołem i piąć
się naokoło po złomach granitu w górę, aż do żlebu zasypanego drobnemi
gruzami. Mija siego i dochodzi do progu wysokiego, po którym wdrapać się
trzeba na południowy bok Świnnicy ku Pięciu Stawom. Ztąd coraz stromiej i
gorzej po spadzistych upłazkach, po kamieniach obsuwających się, z pomocą
rąk dosięga się szczytu gdyby koroną uwieńczonego ostremi cyplami skał.
Najwyższy szczyt Świnnicy jest mały, niemierzący wszerz nad 3 metry a 5
wzdłuż, pokryty głazami, wkoło ścięty i otoczony przepaściami. (...)
Najusilniej godzi się każdemu polecić zwiedzenie Świnnicy,
tembardziej, że sobie wycieczkę na nią ułatwić można podjazdem na koniu
wierzchem aż po przełęcz Liljowe.
Krzyżne
Na zetknięciu
się trzech grzbietów gór: Wołoszyna, Buczynowej turni i Koszystej znajduje
się rówienka obszerna najmniej 200 kroków wszerz i wzdłuż na wysokości
2160 mtr. (6845 stóp), która z przyczyny krzyżowania się to rzeczonych gór
Krzyżnem nazwano. Szczęśliwe tego punktu położenie nadało mu rozgłos sławnego
widoku do wnętrza Tatr, a kto raz tu zajrzał, ciągnie zawsze do Krzyżnego,
po wrażenia, jakiemi nigdy dosyć nasycić się niepodobna. (...) Tem więcej
teraz karmić się można wrażeniami z Krzyżnego, odkąd istnieje tu na górze
prawdziwie alpejskie schronisko Towarzystwa Tatrzańskiego, w którem gość
ma ochronę przed burzą. Pierwszy to dach dla człowieka w Tatrach na
szczycie, zkąd można nawet oglądać wschód i zachód słońca, jeżeliby
przyszło nocować w tem schronisku.
Droga na Krzyżne prowadzi najprzód przez Jaszczurówkę,
potem lasem w kierunku Waksmundzkiej Polany, i za godzinę natrafia się łąkę
zwaną Psią Trawką, ztąd ku szałasom Gutowym przyszedłszy, skręca się
na południe do doliny Pańszczycy w półtorej godziny, gdzie stoi szałas
pasterski. Dalej postępuje się ciągle w górę brzegiem potoku (...)
wreszcie staje się na wyżynie, jakby na tarasie ponad Stawkiem Czerwonym w 1
1/4 godziny od ostatniego szałasu. (...) Okolica staje przedstawia się coraz
dzikszą, turnie Granatów i Żółtej Turni zapierają widnokrąg od południa,
a od północy odsłania się dolina Nowotarska aż po Beskidy. Za trzy
kwadranse od stawku wstępuje się w inną pustą, smutną kotlinę, w której
nic naokoło nie widać, oprócz nagich skał wyniosłych ją otaczających.
Gruzy, głazy, śniegi zalegają jej dno, zaś droga na Krzyżne uwydatnia się
olbrzymiem usypiskiem z przełęczy między Koszystą a Buczynowemi Turniami.
Ztąd jeszcze pięć kwadransy do celu wycieczki.
Przez wyrobienie ścieżki przez Towarzystwo Tatrzańskie
brzegiem owego usypiska, znacznie się trudy wyprawy na Krzyżne zmniejszyły.
Ku wierzchowi pochyłość żlebu niklejsza, jeszcze kilka kroków, gdy naraz
jakby rószczką czarodziejską odsłonięty krajobraz zdumiewa, rzecz można,
olśniewa podróżnika. Na pobyt na wierzchu dwie godziny najmniej trzeba odłożyć,
a kto może, to więcej, bo przecież z natury rzeczy wynika, iż należy
wyzyskać to, dlaczego się tyle trudów ponosi.
Na tle bliskiej nam Koszystej, gdyby gniazdo do niej
przyczepione stoi schronisko Tow. Tatrzańskiego, w którem podróżni mają
schronienie przed burzą, albo deszczem, gdyby ich tu spotkał. Dla noclegu
niesposobne to miejsce z powodu zimna, a braku opału. Z doliny Waksmundzkiej
trzeba daleko wynosić kosodrzewinę na ogień, co łatwo uskutecznić, gdy
idzie o uwarzenie wody na herbatę, ale nie na rozgrzanie schroniska przez całą
noc.
Morskie Oko albo Rybie
Jezioro
Sławie tego
jeziora nie zadaje kłamu rzeczywistość. Kto miał sposobność poznać
Morskie Oko, gdy ono słońcem całe oświecone przemawia do duszy człowieka
dźwiękami poezyi, czy gdy się mieni wód swoich tęczowemi barwami, czy
odzwierciedla w sobie niebotyczne skały, czy gdy się uśmiecha wiosenną
zielenią brzegów swoich, a mrozi widokiem śniegów w turniach okolicznych,
czy gdy się obłoki o uwieszone nad niem urwiska roztrącają, zawsze wrażenie
tu schwycone, przenieść zdoła umysł ludzki w świat marzeń. Lecz nie
trzeba przybywać nad Morskie Oko na chwilę, i to w czasie, kiedy ono w
pomroce, albo szczyty jego we mgle, a skoro się nieszczęśliwie na słotę
trafiło, wypada ją przeczekać, aby nie wracać z niczem, albo ze spaczonem
pojęciem. Zwłaszcza takie osoby powinny zważać na tę przestrogę, które
raz może tylko mają sposobność w swem życiu oglądać ową sławną Tatr
polskich ozdobę. Dawniej, gdy się przy Morskiem Oku nocowało się w
kosodrzewinie lub pod świerkami przy ogniu, to trudno było wymagać poświęcenia
się u zwyczajnych ludzi dla poezyi, lecz dziś żadnej w tym względzie pobyt
u Morskiego Oka nie wymaga ofiary, skoro się ma dach, ciepły pod nim kąt,
spoczynek na pościeli i opiekę gospodarza schroniska nad brzegiem jeziora w
miejscu. (...)
Schronisko tutejsze Towarzystwa Tatrzańskiego nosi imię
Staszyca, najpierwszego polskiego badacza Tatr. Na dole są trzy izby gościnne,
a na zwyżce cztery. Płaci się za nocleg od osoby 40 cnt., od dzieci połowę.
Za to należy się gościowi siennik nakryty prześcieradłem, poduszka sianem
wypchana i koc biały do przykrycia. Również oświetlenie izby, opał w
piecu czy dla wysuszenia sukni, czy dla ogrzania się, zaliczony jest do
dodatków noclegu powyższą zapłatą objętych.
Wiktuały niektóre, jak: jaja, jajecznica, kiełbasa,
buljon, chleb, masło, ser, mięso (pieczone lub smarzone) napoje: wino, wódka,
piwo, kawa, herbata, są po cenach cennikiem przylepionym na domu oznaczonych
do nabycia u gospodarza schroniska. Za dostarczenie wody w samowarze płaci się
mu 20 cent. Wolno każdemu spożywać w schronisku z sobą przyniesioną żywność
i napoje. (...)
Porządku w domu winni goście sami między sobą
przestrzegać i nie robić przykrości swojem zachowaniem się komu innemu.
Trafiają się czasem ludzie bez wychowania, którzy naprzykrzyć się umieją
wszystkim, w takim razie gospodarz schroniska powinien upomnieć się u nich o
prawa przynależne porządkowi publicznemu. (...)
Od przewozu tratwą przez całe Morskie Oko i napowrót płaci
się1 złr., bezwarunkowo, czy na niej jedna osoba lub dziesięć naraz płynie
(...). Należność uiszcza się gospodarzowi schroniska za pobraniem kwitka;
ludziom wiosłującym nie należy się nic, chyba dobrowolnie udzielony datek.
(...)
Jeżeli kogo nie zachwyciło Morskie Oko swoją pięknością,
i nie zrobiło wrażenia takiego, jakiego się spodziewał, to z pewnością
temu winna słota. Ołowiane bowiem słotne niebo spuszczając na ziemię mgłę
lub deszcz, zdoła przyoblec nawet najcudowniejszy zakątek świata w szatę
ponurą i smętną, pod którą gubią się wdzięki przyrody. Przytem umysł
człowieka zwłaszcza po przebytych trudach podróży, staje się wówczas źle
usposobionym do podejmowania wrażeń, nic więc dziwnego, że mu się wtedy
wszystko na opak wydaje, niż każdemu innemu, co oglądał tęsamą okolicę
przy pogodzie.
Czerwone Wierchy, Giewont
Najwięcej
wpada w oczy przybyłemu do Zakopanego Giewont, olbrzymia turnia, przepaścistą
ścianą zwrócona ku wsi, z poszczerbionym grzbietem. W fantastycznych kształtach
przedstawia się Giewont każdemu imponująco, jakby ojciec Zakopanego,
ulubieniec ludu u stóp jego zamieszkałego, kochanek gości bawiących przez
lato w jego dziedzinie. On wyrocznią w meteorologii, on kompasem dla górali
w oznaczeniu południa, znają go wszyscy, pamiętają jego imię, rysują,
malują go opiewają. (...) Nieco od zachodu wychylają się z poza Giewontu
okrągłe, trawiaste góry, wcale niepozorne, jednak od niego wyższe,
Czerwone Wierchy, które się z nim łączą bezpośrednio od południa. O
przewodnika na Czerwone Wierchy nietrudno, wycieczka na ich szczyty łatwa,
jednodniowa i bez niebezpieczeństw, a o widoku ztamtąd wszyscy się wyrażają
z uwielbieniem.
Idziemy tam najdogodniejszą drogą, którędy starzy i
dzieci od lat 10, kobiety i wszelkie osoby zdrowe na wierch wyjść mogą. Ze
Zakopanego wózkiem warto dojechać do górnego końca Kuźnic, ztąd pieszo
na Kalatówki, następnie na halę Kondratową, na co nam potrzeba dwie godzin
czasu. Tu odpoczynek półgodzinny przed marszem na przełęcz ku południowi,
widoczną dobrze z hali na wschód od Kopy Kondrackiej. Ścieżka w zakosy
przez Tow. Tatrzańskie wyrobiona, zaprowadzi bez przykrości na grzbiet w
przeciągu półtorej godziny. Już tu mamy sutą nagrodę dotychczasowych
trudów.
Z przełęczy na Kopę Kondracką nie warto się teraz
spinać, lepiej wprost zboczem południowem podążyć na szczyt Małołączniaka.
Godzina zejdzie cała, nim usiądziemy na wierzchołku jego kopulastym, bujnie
trawą porosłym. (...)
Najbliżej stóp naszych rozlega się Zakopane i jakaś nad
nim turnia wyszczerbiona, niższa o wiele od poziomu, na którym obecnie
stoimy. To jest ów dumny Giewont, któremu ztąd zaglądamy na czub z góry,
i przekonywujemy się, że niema poco się nań drapać. (...) Kto jednak
pomimo wyższości Czerwonych Wierchów nie chce pogardzić Giewontem, to
niech z Kopy Kondrackiej przełęczą zniży się do wzniesienia 5484 stóp
nad Piekłem, i znowu podąży w górę przeszło 500 stóp po kamienistym
grzbiecie, wtedy znajdzie się w owej szczerbie Giewonta, zkąd patrzy się na
Zakopane, jak z balkonu. (...)
Godzi się tu ostrzedz wszystkich gości udających się na
czerwone Wierchy, aby się żadnemu przewodnikowi nie dali prowadzić z
powrotem przez Kraków do doliny Kościeliskiej. Jestto bezdroże dzikie, ślizkie,
miejscami niebezpieczne, a komu się udało tędy kiedy przejść, to wrócił
pewnie z podartą odzieżą i pokaleczonymi rękami. (...)
Na wierzchu Czerwonego Wierchu Małołączniaka zwykle goście
piją herbatę, bo niedaleko od szczytu we Wielkiej Turni jest źródełko
wody, i kosówka na opał blisko, o czem przewodnik każdy wiedzieć powinien.
Zawrat
Kto się
czuje na siłach do spinania się w górę po skałach, do chodzenia po głazach,
przez 12 godzin rzędem przy niedługich odpoczynkach, ten puściwszy się do
Morskiego Oka przez Zawrat, odbędzie cudownie uroczą wycieczkę i pozna
przyrodę alpejską w całym jej blasku. Jestto już dziś szlak przez Tatry
pospolity, skoro się przez niego różnego wieku mężczyźni i kobiety
puszczają, ale nie stracił on przez to nic na swoich wdziękach, i nie
zmienił swego charakteru. Lekceważyć sobie trudów w wycieczce przez Zawrat
koniecznych nie można, i lada kogo tamtędy wyprawiać się nie godzi, bo
nadmiar zmęczenia nietylko szkodzi zdrowiu, ale i odejmuje większą połowę
najcenniejszych wrażeń.
Od Czarnego Stawu pod Kościelcem podąża się wschodnim jego
brzegiem wprost ku skałom od południa. Mija się strumyk płynący od Zmarzłego
Stawu, wychodzi się na taras, z którego widok ładny na dolinę i zwierciadło
Czarnego Stawu. Na drugi taras drzeć się trzeba po skale stromej, aż do
przełomu między turniami, którym dostajemy się w kotlinę Zmarzłą. Ten
kawałek można uważać za próbę zdolności gościa do chodzenia po
Tatrach. Kto tędy przeszedł śmiało, a przynajmniej nie odstraszył się od
dalszej wycieczki, ten już przejdzie Zawrat. Godzina tymczasem minęła, nim
ujrzeliśmy powierzchnię Zmarzłego Stawku i całą strasznie dziką czeluść
zewsząd zamkniętą nagiemi, poczerniałemi turniami, Od południa widać
przełęcz między dwiema turniami, od której prowadzi strome zdala usypisko,
zawalone żwirem i głazami lub zasnute śniegiem. Z tych turni jedna od
wschodu nazywa się Chałubińskim, a druga od zachodu Stolarczykiem. To jest
właśnie Zawrat. (...)
W całej drodze od Zmarzłego na sam grzbiet Zawratu niema przepaści,
ani urwiska, i zgoła nic, coby życiu człowieka zagrażało. Jestto sobie
stromy wąwóz zamknięty skałami, zasypany gruzami granitowemi, które
niekiedy gruby śnieg pokrywa. Pochyłość dna nie jest spadzista, aby się
po niej stoczyć można. Całe złe wycieczki przez Zawrat tkwi w tem, że na
drobnych kamykach leżą grube głazy, które poruszone obsuwają się lub
toczą na dół z łoskotem. Ta pozorna niepewność powierzchni, nieświadomych
ludzi przestrasza, zdaje im się, że już sami zlecą z obsuwającemi się głazami,
gdy tymczasem gdyby chcieli z niemi jechać, nie podołają, bo w tej chwili w
piargach ugrzęzną. Utrudzenia w tym marszu zaprzeczyć się nie da, bo niema
się czego chwycić, i przez to mocować się trzeba ciągle dla utrzymania równowagi,
znajdując jedynie podporę w kiju, lub w przytrzymaniu się rękami o najbliższy
kamień. Kto zaś sobie nie ufa, to go przewodnik za rękę wygodnie
wyprowadzi na szczyt Zawratu. (...)
Na Zawracie czeka podróżnego suta nagroda za przebyte
trudny i kłopoty. Wrażenie, jakiego się tu doznaje, pozostaje na całe życie.
Widok na Tatry wspaniały, a chociaż ze szczytów bywa rozleglejszy, to
przecież nie czaruje i zachwyca tak, jak z Zawratu. Przyczyna tego
nadzwyczajnego wrażenia spoczywa w nagłem przeciwstawieniu ciasnoty
niezmiernemu obszarowi. Spinamy się wązką i dziką kotliną, w której nic
oprócz głazów pod nogami i głazów przed oczami nie widzimy, mając także
za sobą widnokrąg skałami zakryty, wtem po wyjściu na Zawrat odsłania się
naraz świat wielki, uroczy z olbrzymiemi szczytami, rozległemi dolinami,
stawami i wyłomem w równinę liptowską. To nas odurza, jakby w progu do
jakiegoś zaczarowanego świata, który do siebie przyciąga niepojętemi siłami.
Tego, coby przez Zawrat szedł we mgle, żałować wypada,
bo trudził się nadaremnie nie poznawszy piękności tego sławnego szlaku.
(...) Powrót Zawratem na dół ku Zakopanemu jest bez porównania łatwiejszy,
obsuwanie się bowiem razem z kamieniami dopomaga do pochodu.
Zejście z Zawratu do doliny Pięciu Stawów jest teraz ułatwione
przez zrobienie ścieżki w zakosy kosztem Towarzystwa Tatrzańskiego. (...)
|
|
Kilka słów

O żywności 
Ubranie
i inne rzeczy 
Sposób
zwiedzania gór 
Przewodnictwo 
Droga
do Tatr 
Zakopane 
Góry
O Eljaszu 
Grafiki Eljasza 
wyjście

|