|

Podczas naszych wypraw wydarzyło się sporo rzeczy, których wspomnienie
nadal powoduje napady dzikiego śmiechu. Hasełka, rzucone mimochodem i
przypadkiem, dialogi, sytuacje... Oto garść z nich:
"Trzeba przyszpilić Twoje ego bo za bardzo wybujało"
- Kinga, komentując wybitną wenę twórczą Tomka podczas wypisywania
kartek do znajomych
"Na łosia trzeba się zaczaić w namiocie z mchu a nie tak jechać
i zobaczyć..." - znowu Tomek, komentując chęć wyprawy na
Czerwone Bagna
"... ptactwo domowe, które robi hau hau i kur kur"
- Tomek, właściwie to nie wiadomo o czym opowiadając...
Fraszki Marka Ł. z cyklu "Na Orlej Perci":
Kiedy łańcuch się napina
boi matka sie o syna
Kiedy skała jest dość śliska
mogą kruszyć się kościska
Kiedy klamra słabo siedzi
nie zobaczą cię sąsiedzi
Gdy chłopaki są zmęczone
browce muszą być schłodzone
"Fajnie tu, przyjedźmy kiedyś latem" - Tomek w lipcu na
Orlej Perci, podczas opadów śniegu z deszczem i gradem
"... już tylko brakuje Dni Wołowiny im. Kreutzfelda-Jakoba"
- Tomek, komentując ilość imprez rozrywkowych w naszym mieście
Marcin opowiada o urokach mieszkania w pewnym mieście, a konkretnie w
jednej z jego dzielnic: "Tam to najlepiej ubrać czapkę-niewidkę
bo albo cię zgwałcą i zabiją, albo zabiją i zgwałcą. A jak będziesz
mieć szczęście to cię nie zgwałcą drugi raz po śmierci"
Nowe schronisko na Miziowej. W pokoiku, który na pierwszy rzut oka
przywiódł nam na myśl domek siedmiu krasnoludków, stoją równiutko
łóżeczka z zieloną pościelą (w odcieniu szpitalnym). Przykryci kołdrami
po czubek głowy Jarek i Piotrek zaczynają wołać: "Siostro,
basen!" i inne "szpitalne" życzenia. ...dokładnie w tym
momencie do pokoju wszedł pan z recepcji i jego dotychczasowi mieszkańcy...
;-)
"Panorama 365 stopni" - bardzo precyzyjne matematycznie określenie
Jarka
Lato 2003. Wypatrujemy Marsa, który jest wyjątkowo blisko Ziemi.
Bezchmurne niebo i absolutne ciemności powodują, że na niebie świeci
mnóstwo gwiazd... W końcu stwierdzamy: "Mars jest... Milky Way
jest... A Snickers gdzie???"
Bardzo deszczowy wyjazd w Tatry. Po kilku dniach w deszczu i bez śladu
słońca schodzimy asfaltem z Morskiego Oka. Nielicznym ludziom podążającym
w przeciwnym kierunku zadając różne ciekawe pytania: "Czy
widzieliście gdzieś słońce?", "Czy mają państwo szklankę
wody? Zaschło mi w gardle...", "Proszę nie oglądać
telewizji Polsat! To oni ukradli słońce!"
Komańcza, też taki trochę koniec świata. Na przeciwko nas idzie
chodnikiem człowiek, wyglądający na tubylca. Mijając nas rzuca z
entuzjazmem: "This is Komancza, you know that?"
"Czuję się jak koń przed wystawą - one też muszą tak wysoko
nogi podnosić" - wspominając przeprawę przez głęboki śnieg
"Jestem tak zmęczony, że nie mam siły głębiej oddychać"
"Jarek ma polar grubości 300 pikseli" - Bartek, przeżywając
fakt, że za kilka dni stanie się posiadaczem komputera
"... bo my jesteśmy tacy cool-turyści"
"... bo ja jestem taki freewolny!"
"To są Niemcy, którzy nie są Francuzami, chociaż mówią po
angielsku" - ktoś, w Pięciu Stawach, próbując rozgryźć
narodowość obcokrajowców
"Jeszcze tylko 200 razy au i będę w schronisku" -
Marek, dochodząc do schroniska w Srebrnej Górze z bardzo bolącymi
nogami
"Darowanemu serowi nie zagląda się w dziury" - Tomek, poczęstowany
kanapką
"Czuję się jak nowo narodzony Eskimos" - Marek, wychodząc
spod prysznica na Krawców Wierchu (temperatura wody ok. 8 st.)
Bartek wspomina swój pobyt nad morzem: "... jak byłem na hałdach
w Łebie..." I nie wiemy co dalej, atak śmiechu był wyjątkowo długi
:-)
W schronisku na Wielkiej Raczy przegadaliśmy pół nocy z poznanym tam
Holendrem. Używaliśmy różnych języków (i rąk) ale w pewnym
momencie, opowiadając o spotkanym na szlaku stadzie saren, nikt nie mógł
sobie przypomnieć jak jest "sarna" w jakimś ogólnozrozumiałym
języku. Wreszcie ktoś triumfalnie rzucił: Bambi!
Marek wspomina mecze GKS-u, na których był:
- Byłem na czterech meczach: dwóch z Górnikiem, jednym z Hutnikiem...
- ... i jednym ze Spawaczem - wpada mu w słowo Ewelina, uzupełniając
ten przegląd specjalności
1 stycznia 2001, godz. 5 rano. Zaczynamy myśleć o tym, żeby zwinąć
namioty i wracać do domu. Na wszelki wypadek sprawdzamy, czy drugi
namiot też już nie śpi.
- Bartek, spisz?
- Nie! Trzęsę się jak ruska lodówka!
"Ja chyba jestem lesbijem. Wokół tylu pięknych mężczyzn, a
mnie się kobiety podobają" - któryś z "pięknych mężczyzn"
;-)
Dialog w schronisku:
- Jezu!!! - woła zdenerwowany czymś Piotrek
- Tu Niebo. Księga zażaleń u Ducha Świętego - doniosłym głosem
oznajmia Marek
"Jak ja kocham takie przejścia - krok do przodu a pół zjeżdżam"
- Bartek, przeprawiając się przez błoto
Słowotwórstwo wyprawowe:
chałwałek = kawałek chałwy;
geyfruit = owoc dla gejów;
kardupelek = karłowaty kartofelek;
hawałek = hak z kawałkiem (przydatne zwłaszcza przy określaniu odległości,
przy czym trwają dyskusje co jest dłuższe: hak czy kawałek?)
gujadki = jagódki (ciężka przeszkoda na szlaku...)
Wołosate, koniec świata (a może i dalej...). Pod sklepem harcerz próbuje
dowiedzieć się czegoś od tubylca i zadaje mu pytanie: "Co może
nam pan powiedzieć o początkach miasta?"
Rok 1998, wyprawa po Beskidach, podczas której uparcie towarzyszył nam
deszcz... Szliśmy na Krawców Wierch i, chyba żeby zapomnieć o
deszczu, zaczęliśmy układać piosenki. Dzieła, które wtedy powstało
(na melodię "Pójdźmy wszyscy do stajenki"), później nie
przebiło już nic ;-)
Pójdźmy wszyscy do
schroniska
późna godzina jest już bliska,
pójdźmy wszyscy pod prysznice
i zapalmy tam gromnice *
Dziś pogoda znów nam
sprzyja
bolą nogi oraz szyja
woda w butach znów nam chlupie
mokre spodnie są na... siedzeniu.
* układając ten
"ambitny" tekst nie wiedzieliśmy jeszcze, że na Krawcowym
trwa remont łazienek i, razem z kluczem do prysznica, dostawało się
świeczkę
wyjście
|