![]() |
|
Prima aprilis to bardzo dobry termin wyjazdu dla tak „poważnej” ekipy jak nasza. Rozleniwieni wiosenną pogodą wybraliśmy się zobaczyć jak wyglądają okolice, w których tego roku nie dane nam było pojeździć na nartach. W schronisku na Skrzycznem nie było prawie nikogo... A szkoda! Bo chętnie zaprezentowali byśmy się w naszych wybitnie rozrywkowych i niepoważnych nakryciach głowy, którymi uczciliśmy pierwszy dzień kwietnia (foto). Kolejny wyjazd to najdłuższy weekend świata czyli początek maja. Tłumy wtedy wyruszyły na górskie szlaki i po raz pierwszy widzieliśmy znane nam ulubione okolice gęsto zaludnione. A ulubione okolice to Beskid Żywiecki na trasie Sopotnia – Rysianka - Trzy Kopce – Krawców Wierch (foto)– Rycerzowa (foto) – Rycerka. Przed zbliżającymi się wakacjami należało trochę rozruszać stare kości, więc wyjątkowo tłumnie wybraliśmy się na spacerową trasę Czantoria – Stożek. (foto) Dodatkowych atrakcji podczas tej wyprawy dostarczył nam Bartek, który wyjechał wcześniejszym pociągiem i przez pół dnia znajdowaliśmy na trasie jego liściki do nas, aż w końcu znaleźliśmy Bartka (foto). A kiedy nadeszły wakacje... wreszcie udało nam się zrealizować zeszłoroczne plany i wyjechać w góry wokół Kotliny Kłodzkiej! W ciągu tygodnia przelecieliśmy hektary wszelakich pasm górskich (dokładnie ok.135 km). Byliśmy na Śnieżniku (jednak śniegu tam nie było), przeszliśmy Góry Bialskie (one również nie były białe), na skutek „nieoczekiwanych zmian w ostatniej chwili” poszliśmy w Góry Złote (foto)(złota tam niestety nie znaleźliśmy). Niespodziankę dopiero sprawiła nam szkoła w Bardzie! - tak, tak, szkoła i to w czasie wakacji, a dokładnie basen przy niej (foto). Po tak ciekawym noclegu, pełnym "miejscowych atrakcji", powędrowaliśmy Grzbietem Zachodnim Gór Bardzkich (żadnych barów po drodze nie było...) i przeszliśmy Góry Sowie (foto) (nawet Tomek, który interesuje się ornitologią, sowy tam nie widział). Pierwszym pasmem górskim, którego nazwa miała związek z rzeczywistością były Góry Stołowe - rzeczywiście grzbiety tych gór są płaskie jak blaty stołów! Jeszcze bardziej niesamowite były Skalne Grzyby (foto), które wyglądały jak grzyby ;-), labirynty Szczelińca Wielkiego (foto) i Błędnych Skał. Natura, tworząc Góry Stołowe, wykazała się wielką fantazją. A może to Ziemia Kłodzka tak działa? Nam fantazja przejawiała się m. in. w ustawianiu się do pamiątkowych zdjęć ;-)(foto). Sierpień i wrzesień to dwie wyprawy w Tatry. Kiedy wreszcie kapryśne lato zdecydowało, że jednak jest latem – my wyjechaliśmy do Doliny Pięciu Stawów i obeszliśmy okoliczne górki. Co prawda i tak momentami dyżurne i zawsze obecne nad Tatrami chmury przesłaniały nam eksponowane widoki z Orlej Perci (może to i dobrze...? ;-) (foto), ale ostatniego dnia mogliśmy podziwiać „Piątkę” w całej swej majestatycznej wysokogórskiej okazałości (foto).Korzystając z rewelacyjnej pogody sprawdziliśmy również czy Morskie Oko jest na swoim miejscu (foto) i czy na Rusinowej Polanie nadal sprzedają najlepsze na świecie oscypki (foto). A trzy tygodnie później zobaczyliśmy w Tatrach początki tegorocznej zimy! Liptowska Grań od dawna była niespełnionym marzeniem niektórych z naszej ekipy. Tym razem ani siąpiący uparcie deszcz, ani mgła o różnym stężeniu (foto), ani wielokierunkowy wiatr nie powstrzymały nas przed przejściem tej trasy. I chociaż był to spory wysiłek (foto) – warto było! 12 października nastąpił aneks do naszej wakacyjnej wyprawy w Sudety. Wygraliśmy namiot w konkursie fotograficznym Gazety Wyborczej i Alpinusa!!! (foto) Przyda się na następne wyprawy... ;-) A dwa dni później złota polska jesień i rocznica pewnego "historycznego" wydarzenia spowodowały, że pojechaliśmy na Błatnią. I tym razem wróciliśmy wspomnieniami do wszystkich naszych wypraw przeglądając bardzo uaktualnioną kronikę. A firmowa garderoba EGT została rozszerzona o bandanki (ze względu na swój za mały rozmiar najczęściej używane jako serwetki) (foto). Są miejsca do których wraca się o każdej porze roku. Dla nas wyjątkowym miejscem jest Rycerzowa ze swoim nieuchwytnym klimatem, sympatycznymi ludźmi, widokami i ciszą. Tym razem ludzi było wyjątkowo dużo, widoki były trochę zamglone (foto), ale cisza i niepowtarzalny klimat bacówki były na swoim miejscu. I jeszcze dodatkowa atrakcja - świeżo wyremontowane łazienki! A kiedy zeszliśmy następnego dnia do Ujsoł i udało nam się dostać do Rajczy - wyjątkowo długo czekaliśmy na pociąg, wypełniając ten czas cytatami z klasyki filmu (foto). Równocześnie z jesiennymi wyprawami miał miejsce doniosły fakt w naszej wirtualnej historii - nasza strona zajęła drugie miejsce w 58. edycji konkursu Republiki "Podium". Dziękujemy wszystkim, którzy na nas głosowali! Nastała kolejna zima. I jak tu nie skorzystać z frajdy łażenia w śniegu!(foto) Z grupą kilkunastu gimnazjalistów pod przewodnictwem zaprzyjaźnionej p. Gąsior weekend 8-9 XII spędziliśmy na Wielkiej Raczy.(foto) Największą atrakcją wyjazdu była gra w rugby plastikową butelką przed schroniskiem po ciemku i przy kilkunasto stopniowym mrozie – walka była ostra i nikomu nie było zimno!
|
![]() |