Nastał Nowy Rok...Wreszcie na początku lutego wybraliśmy się na Mładą Horę do zupełnie wyjątkowego Chyzu u Bacy. Po drodze z nostalgią patrzeliśmy na resztki śniegu i nieczynne wyciągi i wspominali za krótki tegoroczny sezon narciarski . Piotrek tak się pogrążył w marzeniach o Wielkim Śniegu że o mało nie zasnął. (foto) A potem było mnóstwo czasu na zjazdy na "dupolotach" po zmrożonym śniegu (bolesne ;-)), wspominanie 39 naszych wyjazdów (to już tyle!), rozmowy z sympatycznymi gośćmi Bacy (Baca pojawił się dopiero później) i siedzenie i nic-nie-robienie (foto). A następnego dnia z Muńcoła podziwialiśmy Tatry... (foto)(foto)
       Na początku kwietnia pojechaliśmy zobaczyć jak wygląda tegoroczna wiosna w górach. I tylko jakimś przypadkowym trafem właśnie spadł śnieg! Więc mogliśmy oglądać wychodzące spod śniegu pierwsze okazy wiosennej flory.  W Goleszowie szlak nasz prowadził między strzelnicami miejscowego koła łowieckiego, gdzie akurat myśliwi sprawdzali celność swoich strzałów. Mieliśmy wrażenie, że za chwilę dogoni nas jakaś zabłąkana kula (bo cała okoliczna zwierzyna była pewnie gdzieś daleko, hałas był wyjątkowy ;-)). Ale największą atrakcją wyjazdu była lokomotywa koło Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa w Ustroniu  i tamtejszy plac zabaw (foto).
        Najdłuższy wiosenny (foto) weekend postanowiliśmy już dawno spędzić w sposób wyjątkowy - wyjechać zobaczyć wreszcie z bliska góry, które dotychczas pojawiały się nam mniej lub bardziej wyraźnie na horyzoncie - Małą Fatrę. Po kilkugodzinnej (chyba aż 7) podróży różnymi środkami komunikacji oficjalnej (łącznie z "komunikacją zastępczą" słowackiej kolei) dotarliśmy do celu... Fatra okazała się wyjątkowo życzliwa - całe trzy dni towarzyszyły nam niesamowite widoki (foto)  i całkiem letnie słońce (a potem jeszcze przez długi czas jego efekty w postaci schodzącej z nas skóry). Oprócz tego były wyjątkowo długie podejścia i zejścia, wiatr (foto) , skałki, wąwozy (foto) , schody, drabinki, łańcuchy i... prawie sami chodzący po tych górach Polacy, szczególnie tłumnie wchodzący na Rozsutec(foto).

Wakacje - to największa nasza dotychczasowa wyprawa: przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego. Było... świetnie, oryginalnie, wesoło, sympatycznie, miło... ;-) Na pewno było wyjątkowo! Nieważne odciski, ciężkie plecaki, deszcze... Z upływem czasu pozostają tylko dobre wspomnienia.

     A sierpień - to tradycyjnie Tatry. I tylko tym razem Tatry nas chyba nie chciały... Wróciliśmy po trzech dniach, żeby przez kolejne trzy się suszyć. Jednak korzystając z lekkich przejaśnień zdążyliśmy wejść na Przełęcz pod Chłopkiem i Czarny Mięguszowiecki, spojrzeć na Morskie Oko z całkiem innej perspektywy (foto), zdobyć Wrota Chałubińskiego i wykąpać się w gigantycznym stawie, na codzień będącym "kałużą" zwaną Stawkami Staszica.

    Byliśmy już kiedyś na granicy polsko-słowacko-ukraińskiej  (foto), teraz zajrzeliśmy bliżej - na granicę polsko-czesko-słowacką. Umieszczone na kamiennych słupkach godła zainspirowały nas do serii zdjęć "na motywach". Zdecydowanie najlepiej wyszły nam czeskie lwy i orły (foto) 

    Połowa października to czas na wyjazd na "trasę spacerową" z naszym seniorem p.Arturem. Tym razem zdobyliśmy Kozią Górę;-). I tradycyjnie już na jesiennym wyjeździe uzupełniliśmy garderobę EGT - tym razem były to czarne koszulki z haftowanym logo (foto). 

    A na dobry koniec roku zawitaliśmy do Brennej na "koncert" kolęd w wykonaniu ekipy Braciszka Ratona. Dzięki bardzo za gościnne przyjęcie!

I tak minął dobry rok 2002...


 wyjście