W 2004 rok weszliśmy z Babią Górę! W połowie lutego ta "kapryśna" góra (nie przypadkowo nazywa się Babia;-) dostarczyła nam wielu emocji. Czy biel może być jeszcze bielsza? - pytaliśmy widząc wokół siebie tylko biel śniegu i mgłę... Takie chwile uczą pokory... (podczas tych trzech dni, które spędziliśmy walcząc z potęgą zimowej Babiej, goprowcy poszukiwali w sumie aż 6 osób).

       A kiedy już wyjeździliśmy się na nartach i na horyzoncie pojawiła się (na razie tylko w kalendarzu) wiosna - postanowiliśmy powitać ją w górach. Zaplanowany spokojny i klasyczny wyjazd w Beskidy okazał się... wizytą w naszych ukochanych Tatrach!  A skoro już odwiedziliśmy Tatry o tak egzotycznej porze roku i mieliśmy niepowtarzalną szansę zobaczenia gór bez tłumów turystów i "turystów" - wybraliśmy się na Morskie Oko (foto). Cisza i pustka tego wyjątkowego zakątka gór chyba wszystkim nam dobrze zrobiła... A drugiego dnia zdobyliśmy nigdy jeszcze przez niektórych z nas nie zdobyty szczyt - Gubałówkę! ;-) 

      Trzykrotnie, w ciągu ostatnich miesięcy, wybieraliśmy się na Krawców Wierch. Zawsze, z powodu "nieoczekiwanych zmian w ostatniej chwili", lądowaliśmy gdzie indziej.(foto) Ale w końcu udało się! W wyjątkowo licznym gronie odwiedziliśmy sympatyczną bacówkę!

      W połowie czerwca wróciliśmy w Tatry! (foto)Tym razem Zachodnie. Po nieudanych próbach znalezienia istniejącego niegdyś szlaku na Kominiarski Wierch poszliśmy na Ornak, a niektórzy jeszcze dalej...

      A w lipcu pojechaliśmy... w Tatry! ;-)(foto) Po to, żeby w warunkach trochę mało letnich przejść Orlą Perć. Po pięknym słonecznym (i bardzo wczesnym) poranku nastała dosyć ekstremalna pogoda (grad, śnieg, deszcz). Wpłynęło to na twórczość poetycką Marka i aforystyczną Tomka. Hasełko: "Fajnie tu, wróćmy kiedyś latem..." chyba najtrafniej podsumowuje wyjazd.

      Początek sierpnia to radykalna zmiana dotychczasowych tradycji - zwrot na północ, ku terenom płaskim i mokrym. Wyprawa Biebrzą była... zupełnie inna. Absolutny brak jakichkolwiek pagórków na horyzoncie był zupełnie nowym doświadczeniem ;-) Okazało się jednak, że nawet na nizinach nie zanika nasza zdolność do wprowadzania w życie "nieoczekiwanych zmian w ostatniej chwili" i z ambitnego spływu całą Biebrzą zrobiliśmy bardzo leniwą wakacyjną wyprawę na odcinku znacznie krótszym.

      Koniec sierpnia to, jakoś zupełnie przypadkiem, Tatry. Cel był jeden - Rysy. Cel został zrealizowany.(foto) Przy okazji kolejny raz potwierdziła się teoria, że ładna pogoda w Tatrach kończy się o 6.15. Potem jest już tylko mgła, mżawka, deszcz i brak widoków.

      A w połowie września, przedłużając nieco weekend, pojechaliśmy w Słowacki Raj. Po drodze mijając Tatry ;-) Przepiękna jesienna pogoda sprawiła, że ten zakątek Słowacji okazał się wyjątkowo urokliwy.(foto)
      Doroczny wyjazd z Honorowym Emerytem to tym razem Żar. Przecież musieliśmy sprawdzić, jak wjeżdża się na górę kolejką z Gubałówki (znów akcent tatrzański...). Nasz "stan posiadania" powiększył się o praktyczne metalowe kubeczki. Z logo EGT oczywiście!

      Listopadowy długi weekend to powrót do miejsc znanych, lubianych i dawno nie odwiedzanych. Na dodatek w baaaaaaardzo licznym gronie - 14 osób nie było na żadnej z naszych wypraw! (foto)


  wyjście