![]() |
|
Zima, która i tego „lata” była cienka, skończyła się definitywnie już w lutym na Grojcu, gdzie drzewa strzelały pąkami, a trawa mieniła się w promieniach słońca. (foto) Jednak chcieliśmy powrócić choć na chwilę do zimy. Pod koniec marca najłatwiej zimę zastać w Tatrach (foto). Oprócz prawdziwego śniegu zima zauroczyła nas lodowymi stalagmitami (foto) w Jaskini Mylnej i Raptawickiej. Największe emocje wywołały próby nazwania tego stojącego „czegoś”. Pilsko to góra na którą dość często powracamy. Wiosenno-letnia wycieczka na najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego to dobry sposób na oderwanie się od codzienności.(foto) Prawdziwe wyprawy rozpoczęły się podczas wakacji. Czterodniowy wyjazd w Beskidy (chcieliśmy dojść ze Zwardonia na Babią Górę) okazał się nadzwyczaj wyczerpujący. Kilkunastogodzinne maszerowanie dzień w dzień w deszczu i błocie (po kostki) okazało się niezłym sprawdzianem wytrzymałości. (foto) A niby takie małe górki! Nie była to jedyna atrakcja wyjazdu. W bacówce na Krawców Wierchu suszyliśmy skarpetki w kominku na widelcach do kiełbasek, a idąc pod prysznic otrzymaliśmy świece, gdyż nie było prądu. Turystów też jakby nie było. Nawet na Hali Miziowej w schroniskach pustki... Sympatyczne schronisko pod Pilskiem okazało się kresem tej wyprawy i zgodnie z przyszłą nazwą naszej grupy (której istnienia jeszcze wtedy nawet nie podejrzewaliśmy) zmieniliśmy plany i... wrócili do domu. Jednak już po trzech tygodniach (w trochę innym zestawie) wróciliśmy! Tym razem zastosowaliśmy się do rady spotkanego po drodze przewodnika: „Przecież w Karpatach chodzi się ze wschodu na zachód!” i zaczęliśmy od Babiej Góry. Podczas trzech dni wędrowania przeszliśmy znów kawałek świata marznąc w deszczu na Babiej, objadając się jagódkami i podziwiając widoki (foto). I, przewidując że Milówka kiedyś stanie się sławna - tam właśnie zakończyliśmy wędrówkę. Oficjalne, trochę spóźnione zakończenie wakacyjnego sezonu wyprawowego nastąpiło na Baraniej Górze. Tam, jeszcze w letnim słoneczku opalaliśmy buźki. (foto) Wiosenne Tatry tak nas zauroczyły, że postanowiliśmy wrócić w nie jesienią. Chcieliśmy przejść z Hali Gąsienicowej przez Kasprowy Wierch na Halę Konratową.(foto) Skutecznie uniemożliwił nam to wiatr. Jednak każdą przeszkodę można obejść! Przez Kuźnice dotarliśmy gdzie trzeba, po to by następnego dnia z Giewontu (foto) spojrzeć na jesienne Tatry (foto). Siły przyrody tego roku chyba się na nas uwzięły! W listopadzie spadł śnieg. (foto) A nam, zamiast jechać na narty, zachciało się przejść ze Szczyrku na Malinowską Skałę. Byliśmy pierwszymi, którzy tej zimy na to wpadli, w związku z tym spadło na nas zadanie odszukania przysypanego straszliwymi ilościami białego puchu szlaku. Do pewnego momentu wygrywaliśmy, ale ostatecznie wygrał śnieg, a my... zmieniliśmy plany i, nie mogąc odżałować braku nart, wrócili na Salmopol. I tak minął rok 1998... |
|
|